Polacy masowo nabierają się na certyfikat Rzetelnej Firmy. Tymczasem może go dostać każdy, wystarczy zapłacić

Przedsiębiorcy chętnie wybierają certyfikat "Rzetelna Firma"
Przedsiębiorcy chętnie wybierają certyfikat "Rzetelna Firma" Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Na rynku istnieją niemal od dekady. Biznesmenów łapią na certyfikaty, które mają potwierdzać ich uczciwość i wzmacniać zaufanie klientów. Na polskim rynku odnieśli fenomenalny sukces. Ich świadectwa posiada ok. 50 tys. przedsiębiorców. Sprawdziliśmy. Uzyskanie certyfikatu jest bajecznie proste. Jeśli masz pieniądze.

Uczestnicy programu „Rzetelna Firma” otrzymują jedynie certyfikat świadczący o tym, że nie figurują w Krajowym Rejestrze Długów. Co do zasady, by starać się o dokument potwierdzający naszą uczciwość, firma powinna istnieć na rynku co najmniej pół roku. To jednak nie zawsze jest regułą. Przeprowadziliśmy dziennikarską prowokację. Podając się najpierw za początkującego przedsiębiorcę, zadzwoniliśmy do Rzetelnej Firmy. Poinformowaliśmy konsultanta, że zamierzamy otworzyć sklep internetowy i od razu chcemy uzyskać certyfikat. By dany przedsiębiorca mógł takie świadectwo otrzymać, musi istnieć na rynku co najmniej od sześciu miesięcy. Jednak udało nam się przekonać naszego rozmówcę, by przyspieszył sprawę.

Mogę ewentualnie porozmawiać z kierownikiem o zrobieniu wyjątku – mówi w rozmowie z INN:Poland jeden z pracowników Rzetelnej Firmy. Doskonale wiadomo, że trudno jest zweryfikować firmę, która dopiero co weszła na rynek. Niechlubnych przykładów, że biznesmeni nie grzeszą uczciwością nie brakuje. Jak pisaliśmy w ubiegłym miesiącu, posiadaczem certyfikatu „Rzetelnej Firmy” był sklep internetowy CrazyDeals.pl, który oszukiwał swoich klientów. Po tym, jak sprawa trafiła do prokuratury, sklep stracił certyfikat. Tak naprawdę nigdy nie powinien go otrzymać, świadectwo zostało wydane zbyt wcześnie.
Jak się okazuje, aby przyspieszyć procedurę wydania certyfikatu wystarczy biznesowa protekcja. Ponownie zadzwoniliśmy do Rzetelnej Firmy, podając się za właściciela firmy budowlanej, który takie świadectwo uczciwości chce otrzymać i nie ma zadłużenia w KRD. Wspomnieliśmy jednak, że mamy nieuregulowane zobowiązania wobec naszych kontrahentów, lecz nie figurują one w KRD.

– Jeżeli w Krajowym Rejestrze Długów znajduje się informacja o zadłużeniu, uniemożliwia to otrzymanie naszego certyfikatu – dowiadujemy się od konsultanta. Opóźnienia z płatnościami zdarzają się tak naprawdę wszędzie, dlatego nie są brane pod uwagę przy wydawaniu certyfikatu. Przy okazji udało nam się praktycznie załatwić certyfikat dla osoby, która chciałby mieć taki dokument, mimo że jeszcze nie weszła na rynek. Potwierdzono, że wydanie aktu uczciwości mogłoby nastąpić przed upływem pół roku, jeśli za to płacimy. Posiadaczem certyfikatu „Rzetelna Firma” może stać się każdy przedsiębiorca, który co miesiąc będzie odprowadzał składkę w wysokości 200 zł.


Kontrowersji wokół Rzetelnej Firmy nie brakuje. Dotarliśmy do przedsiębiorcy, który zrezygnował z certyfikatu. Jego zdaniem takie świadectwa to zwykłe oszustwo. Jak podkreśla, firma nie została odkładnie sprawdzona a certyfikat nie przyniósł żadnych korzyści.
– Sprzedano mi to jako usługę, która miała przyciągnąć do mojej firmy więcej klientów, a tak się nie stało – tłumaczy. Naszemu rozmówcy najbardziej nie spodobało się to, że prowadząc swoją działalność, robił darmową reklamę Rzetelnej Firmie. Ich logo i dane musiały widnieć dosłownie wszędzie, w tym w korespondencji z klientami.

Negatywnie o Rzetelnej Firmie wypowiada się również inny przedsiębiorca, którego próbowano zachęcić do kupna certyfikatu. – Dostałem od nich ofertę, Rzetelna Firma zgłosiła się do mnie sama, oferując certyfikat, licząc na opłatę abonamentową – zaznacza kolejny przedsiębiorca, z którym rozmawialiśmy. Jak twierdzi, certyfikaty wciskane są za wszelką cenę. – Przypomina to z nachalnym telemarketerem – ostrzega.

Moralną wątpliwość może budzić sposób przyznawania samego certyfikatu. W końcu, by przekonać się, czy dany biznesmen jest rzetelny i gra fair, potrzeba dogłębnej analizy jego działań. Wciąż jednak są tacy, którzy dają się nabrać na papierek, który tak naprawdę niewiele znaczy.

Poniżej publikujemy oficjalne oświadczenie, jakie otrzymaliśmy od rzecznika prasowego KRD Andrzeja Kulika w związku z powyższą publikacją:

"Certyfikat Rzetelności poświadcza, że jego posiadacz nie widnieje w Krajowym Rejestrze Długów jako dłużnik. Nieprawdą jest więc stwierdzenie, że może go otrzymać każdy. Na pewno nie otrzyma go żaden z 223 tysięcy przedsiębiorców zarejestrowanych w KRD, jako dłużnicy. Lista wykluczeń jest jeszcze większa, bo w przypadku powzięcia informacji o nieetycznym postępowaniu jakiegoś przedsiębiorcy, nawet jeśli nie jest dłużnikiem, certyfikatu on nie otrzyma albo zostanie mu odbierany, jeśli informację o nagannym zachowaniu otrzymamy już po jego przyznaniu. Certyfikat Rzetelności ma też inną cechę go wyróżniającą – jako jedyny jest stale aktualizowany. To baner, który widnieje na stronie internetowej jego posiadacza. Kliknięcie w baner powoduje automatyczne połączenie z bazą danych Krajowego Rejestru Długów i wyświetlenie komunikatu, czy firma posługująca się certyfikatem nadal spełnia warunki uczestnictwa w programie, czy też nie. W ten sposób ma się zawsze pewność, czy certyfikat jest aktualny. (...)

Trudno mi też skomentować opis rozmowy z konsultantem Rzetelnej Firmy, który obiecał dziennikarzowi INN Certyfikat Rzetelności przed upływem 6 miesięcy od rozpoczęcia działalności jego fikcyjnej firmy, bo redakcja odmówiła mi przesłania nagrania rozmowy. Otóż faktycznie, w wyjątkowych wypadkach, jest taka możliwość, np. kiedy mamy do przypadku z cesją (nowy właściciel), nową działalnością gospodarczą osoby, która wcześniej prowadziła inną firmę i z tego okresu może przedstawić rekomendacje swoich klientów itp. Konsultant powinien o tym poinformować, bez nagrania nie jestem w stanie stwierdzić czy popełnił błąd".

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Geoblokowaniem nazywane są praktyki polegające na blokowaniu dostępu do stron internetowych lub przekierowywania na strony przewidziane dla danego rynku ze względu na przynależność państwową odwiedzającego. Takie praktyki uznawane są za dyskryminujące...

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.