
Sporym echem w internecie odbił się niedawny wywiad z Jackiem Dukajem w Kanale Zero. Moim zdaniem jednak z powodu który wcale nie jest kluczowy.
2026 to niestety kolejny rok triumfu doomeryzmu – skrajnego pesymizmu, który doprowadza całe pokolenia do fatalizmu i nihilizmu. Świat beznadziei, smutku i depresji. Ku uciesze massmediów, polityków i NGOsów.
Co wywołuje fatalizm?
Znany pisarz słusznie stwierdził, że jednym z powodów depresji wśród nastolatków jest strach przed globalnym ociepleniem. Prawie 60 proc. nastolatków w przeprowadzanych badaniach stwierdziło, że doprowadza ich to do stresu, strachu i innych zaburzeń. Spora część twierdzi nawet, że są "ekstremalnie zaniepokojeni". 45 proc. twierdzi, że myślenie o klimacie wpływa negatywnie na ich codzienne funkcjonowanie.
Idealnie zgrało się z to z informacjami z Amsterdamu, gdzie zakazano reklamy między innymi mięsa, lotów czy… gazu ziemnego. Tłumaczą to planami na bycie "neutralnie klimatycznym miastem" do 2050, co najwyraźniej ma być w jakiś sposób związane z zakazem reklamy lotów i burgerów.
Ludzkość nie ma sensu, najlepiej, gdyby wymarła. Wszyscy umrzemy, bo ekologia, globalne ocieplenie, AI. Zawsze można wstawić jakąś inną modną akurat tezę.
Czy można? No można. Zawsze był powód do rozsiewania histerii i strachu. W biznesie funkcjonuje nawet pojęcie FUD – Fear, Uncertainty and Doubt – strach, niepewność i wątpliwość.
Kto i kiedy uczynił fatalizm produktem?
Bo to przecież nic nowego. Ot, przeżyliśmy 20 końców świata i końców ludzkości, tym razem pewnie się uda i ta zła ludzkość wymrze. Dzisiejszy kryzys demograficzny w krajach zachodu jest bez wątpienia efektem między innymi histerii o przeludnieniu planety. Obecnie już wiemy, że główny autor tezy o przeludnieniu po prostu większość rzeczy zmyślił, a to, czego nie zmyślił, to przeszacował.
No to może Peak Oil, który miał doprowadzić do załamania się światowych gospodarek w wyniku osiągnięcia szczytu wydobycia ropy, a potem nieuchronnego spadku produkcji i katastrofy globalnej gospodarki? Wiecie, kiedy miał do tej katastrofy dojść? 20 lat temu. No, a jednak. Żyjemy.
Co tam jeszcze na rozkładzie? Zanieczyszczenie powietrza uniemożliwiające życie. Broń atomowa wybuchająca za każdym rogiem. No i niezmienny i Tym Razem Ostateczny "upadek demokracji" (do czasu aż "dyktatura" przegra wybory i jak zawsze odda władzę).
Zewsząd padają pytania – a czemu ta młodzież potrzebuje pomocy psychiatrycznej? Co ten świat robi źle z biednymi nastolatkami? A spojrzeliście kiedyś w lustro drodzy mediaworkerzy i zagładocelebryci?
Medialna histeria
Czy może dziwić, że młodzi ludzie nie chcą mieć dzieci, nie chcą wchodzić w związki i ogólnie to nic nie chcą, skoro wpaja się im od dziecka, że są skazani na śmierć w cierpieniu, głodzie i bólu?
Wpojono nam historyczną ciągłość histerii – co parę lat tylko zmienia się powód. Kiedy już okaże się, że nie zaleją nas oceany, to szybko uda się… a nie, zaraz. Jak dla mnie już to mamy! Centra danych AI! Wypijają wodę, marnują prąd, szkodzą na zdrowie, a w ogóle to AI slop. Doomeryzm i zagładocelebryci i zagładopolitycy natychmiast kolonizują każdą nową technologię.
Co się stało z optymizmem i nadzieją? Co ze zmianą świata na lepsze? Po co właściwie żyć? Dzieci nie, bo złe. Latanie samolotem nie, klima nie, ciepło nie, mięso nie. Do jakiej dorosłości mają dorastać dzieci wychowywane w takiej histerii zakazów, gróźb i globalnej histerii?
No i wiadomo – stała śpiewka – to dla dobra następnych pokoleń. Jakiego dobra? To jest dobro? Jakich następnych pokoleń, skoro massmedia i niektórzy politycy chcą maksymalnie ograniczyć liczebność ludzi na naszej nieszczęsnej planecie?
Zobacz także
Koszty doomeryzmu
Nie znaczy to oczywiście, że nie powinniśmy czynić starań, aby ulżyć Ziemi, poprawić jakość powietrza, ulżyć środowisku. Tylko jakim kosztem? A raczej czyim?
Ileż można czytać infantylne dziennikarki, które zdają się o krok od apeli o zburzenie miast, bo przeszkadzamy w rozmnażaniu się dzików, wilków, gołębi i szczurów. Ile jeszcze pikseli na monitorach zmarnujemy na polityków grzmiących w social mediach, że jak nie wprowadzimy 99 proc. redukcji oddychania, to wszyscy umrzemy?
Co najgorsze, moim zdaniem to wszystko jest wbrew faktom. Pisał już o tym Hans Rosling w swojej książce "Factfulness". Zbudowano fałszywą wizję świata, w której wszystko idzie źle, ludziom jest źle i właściwie jedynym ratunkiem jest, aby oczyścić planetę z ludzi. Skoro z wojnami nie wyszło, bo nawet specjalnie wyrzynać się nie chcą, to może niech zabiją się sami. Finalny boss mizantropii.
Czy to znaczy, że nie należy zwracać uwagi na problemy? Nie ograniczać się? Nie. Tylko jak we wszystkim trzeba mieć umiar, aby nie wpędzić społeczeństw w choroby psychiczne. Bo to nie chodzi o to, żeby nie było krytyki cywilizacji, ludzkości i świata, ale o to, ile jej jest.
Nadmierna dawka krytyki
Od wieków wiemy przecież, że nawet lek może być trucizną, bo to dawka czyni truciznę.
A dawka nienawiści do ludzi pompowana każdego dnia w głównym nurcie świata - czy to w mediach, czy w mediach społecznościowych, dawno już ten poziom przekroczyła.
Teraz każdego dnia po prostu zatruwają ludzi. A ja jestem przekonany, że wiele z chorób ludzkości pokonamy bardzo szybko, kiedy przestaniemy sami tę ludzkość zatruwać zbyt dużą dawką wzmożonej moralnie paniki.
Paniki w której nie chodzi już o nic innego niż o samą panikę. Bo o ile sam problem z globalnym ociepleniem istnieje, to jeszcze żadnego problemu nie rozwiązano histerią.
