"Boję się, że nie będę miała do czego wracać". Przyszłe matki zdradzają nam zawodowe obawy

Maria Glinka
26 maja 2023, 07:51 • 1 minuta czytania
Utrata pracy, komentarze: "o rany, ale przytyłaś", skutki faworyzowania przez szefa – obaw pracujących ciężarnych nie sposób zliczyć na palcach jednej ręki. Bo bycie matką przez wielkie "M" to dla wielu z nas dziecięce marzenie, które w dorosłości ma jednak swoje cienie. Z okazji Dnia Matki pytamy przyszłe mamy, czego obawiają się w związku z pracą.
Przyszłe matki, które pracują, mówią o swoich obawach. Grafika: Sylwester Kluszyński, naTemat
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Matka Polka pracowniczka pełna obaw

Macierzyństwo to taki zawód, w którym nie da się pracować na zmiany – pisała w "Bez mojej zgody" Jodi Picoult i trudno się z nią nie zgodzić. Wszystko wywraca się do góry nogami, a dla młodych kobiet, dopiero rozpoczynających kariery zawodowe, to dość spore wyzwanie. Trzeba nie tylko poprzestawiać meble, trzeba przemeblować swoje życie.


Gdy na teście pojawiają się dwie kreski, po chwili radości nadchodzi fala wątpliwości – czy dam radę, czy to dobry moment. Przez dziewięć długich miesięcy narastają też pytania o przyszłość zawodową. I właśnie o to, czego najbardziej obawiają się w kontekście pracy, zapytałam przyszłe mamy przy okazji ich pierwszego (choć jeszcze niepełnego) Dnia Matki.

"Boje się, że nie będę miała do czego wracać"

Kiedyś usłyszałam, że macierzyństwo to odkrywanie siebie na nowo. Nasze rozmówczynie zgodnie wskazują, że obawa przed zdegradowaniem i utratą pracy spędza im sen z powiek. Wcześniej takiego strachu w nich nie było.

– Poważnie obawiam się, że choć chcę być w pracy jak najdłużej i w miarę możliwości uczestniczyć w niej po porodzie, to i tak zostanie zatrudniony ktoś na moje zastępstwo. Mam obawę, że taka osoba może okazać się bardziej biegła ode mnie i bardziej opłacalna dla spółki, przez co niechętnie dopuszczą mnie z powrotem. Prawnie będą musieli, ale zawsze istnieje ryzyko ostracyzmu albo zwykłego wykluczenia, które źle wpływa na psychikę – przyznaje Alicja (27 l.), prawniczka w firmie z branży telekomunikacyjnej.

– Mam ogromny strach przed powrotem do pracy po porodzie. Boję się, że nie będę miała do czego wracać i zostanę zdegradowana – podkreśla Paulina (26 l.) zatrudniona w branży technologii motoryzacyjnej.

Nawet jeśli uda jej się wrócić na dotychczasowe stanowisko, to zdaje sobie sprawę, że może to być dla niej ogromne wyzwanie. – Już teraz zastanawiam się, czy dam radę, czy nie będę się za bardzo rozpraszać, czy nadal będę w stanie logicznie i analitycznie podchodzić do zadań – dodaje.

"A co jeśli usłyszę, że zbrzydłam"? Trudne relacje ciężarnych ze współpracownikami

Choć naszym rozmówczyniom do rozwiązania pozostało jeszcze trochę czasu (od dwóch do pięciu miesięcy), to już teraz ogromnym problemem stały się dla nich relacje ze współpracownikami.

– Mimo że znają mój zaawansowany stan ciąży to i tak nakładają kolejne obowiązki. Gdy odchodzisz, pojawia się obawa przed opinią, że zostawiłaś po sobie bałagan i zawaliłaś projekt – przyznaje Paulina, która tuż po przejściu na zwolnienie lekarskie i tak przez dwa tygodnie z doskoku zajmowała się sprawami zawodowymi. Odpuściła dopiero niedawno.

– Chyba najbardziej się boję usunięcia poza zespół – brak wiedzy, co się aktualnie dzieje w spółce, brak możliwości śledzenia na bieżąco tematów toczących się w moim dziale. A to może skutkować poważnym brakiem wiedzy na dalszych etapach funkcjonowania działu i spółki – wskazuje Alicja.

W głowach przyszłych matek tlą się obawy o to, jak będą odbierali je współpracownicy. Praca nie ogranicza się przecież wyłącznie do wykonywania zleconych z góry zadań – to także spotkania w kuchni podczas przerwy na kawę, czy wspólne wypady na miasto po pracy.

– Już teraz w głowie układają mi się różne wersje takich komentarzy – że zbrzydłam, przytyłam, nie jestem już atrakcyjna, straciłam poczucie humoru i jestem gburowata. Stresuje mnie ta zmiana odbioru mojej osoby, zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej, bo w końcu współpracownicy to też w jakimś sensie moi znajomi – zaznacza Paulina.

Nasze bohaterki mają przeczucie, że ta chęć odizolowania pojawi się ze strony innych kobiet, z którymi pracują. – Do mniejszych, ale istotnych problemów, mogę zaliczyć lęk przed szerzeniem się plotek wśród współpracowników, zwłaszcza kobiet. Boję się, że będą nieprzychylnie komentować okres mojej ciąży, zarzucając np. lepsze traktowanie ze strony pracodawcy – wtóruje Alicja.

Ciąża, a co dalej? W pracy muszą być na bieżąco

Pokrzyżowanie planów zawodowych z racji posiadania dziecka to kolejny czarny scenariusz, który rozważają przyszłe matki. – Obawiam się, że po urodzeniu dziecka nie będę już miała możliwości rozwoju. Przecież będę musiała więcej czasu poświęcić na obowiązki domowe. A co, jeśli pojawi się kolejne dziecko? Znowu wyląduję na urlopie i znowu wypadnę z obiegu – wskazuje Paulina.

Nasza druga bohaterka jest w jeszcze trudniejszej sytuacji, bo prawo zmienia się niemal codziennie i musi być na bieżąco ze zmianami w ustawach, nowymi projektami legislacyjnymi, nowinkami czy wyrokami.

– Boję się, że nie będę miała czasu na bieżąco dokształcać się w tym, co robię na co dzień. Bardzo często ciąża wiąże się z koniecznością bycia poza pracą przez prawie dwa lata, co dla prawników oznacza bardzo duże wykluczenie – nie jesteś na bieżąco, nie poradzisz sobie – tłumaczy Alicja.

Jak przyznaje, to niejedyny obszar, który może zejść na drugi plan – Alicja ciągle się uczy, jest aplikantką. Ma możliwość wzięcia urlopu dziekańskiego, ale to wydłuży naukę o kolejny rok. Poza tym, że musi liczyć się ze zmianą środowiska, bo po roku na aplikacji pojawią się nowe osoby i istnieje ryzyko, że wiedzę przyswoi o wiele wolniej, skoro głową będzie w pieluchach i innych domowych sprawach.

Wzięcie urlopu dziekańskiego rodzi także obawy w kontekście pracy. – W tyle głowy stale pojawia się obawa, jak na takie opóźnienie zareaguje pracodawca, któremu zależy na terminowym zakończeniu kształcenia – przekonuje prawniczka.

Nasza rozmówczyni zdradza także, że jej sytuacja rodzinna nie zachęca do posiadania potomka. Matka Polka pracowniczka, którą stanie się za kilka miesięcy, wcale nie będzie miała lekko.

– Równie istotną obawą jest fakt, że w sytuacji, gdy mój mąż nie ma umowy o pracę, tylko jest przedsiębiorcą prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą, nie może sobie pozwolić na wspieranie ciężarnej żony, a potem młodej matki, w takim stopniu, w jakim ojciec pracujący na umowę o pracę. Wiąże się to z koniecznością poświęcenia części wynagrodzenia, lawirowania godzinami pracy tak, aby wesprzeć partnerkę – podkreśla Alicja i dodaje, że już teraz próbuje opracować plan podziału obowiązków nad dzieckiem tak, aby zarówno ona, jak i jej mąż nie zawalili służbowych zadań.

Polki coraz później decydują się na dzieci

Obawy, którymi podzieliły się ze mną przyszłe matki, plączą się w głowach także innych Polek. Dla niektórych mogą być wręcz paraliżujące i zniechęcające, czego dowodzą statystyki - kobiety nad Wisłą coraz później decydują się na posiadanie dziecka.

Jeszcze kilkanaście lat temu potomków rodziły Polki w wieku studenckim. W 2000 r. przeciętna matka miała 24 lata. Obecnie mamy do czynienia z trendem późnego macierzyństwa.

Z ubiegłorocznych danych Eurostatu wynika, że Polki po raz pierwszy zostają matkami w wieku 27 lat 7 miesięcy i 6 dni. Z kolei statystyki obejmujące wszystkie porody, a nie tylko pierwsze, wskazują, że przeciętny wiek matki Polki to 29,5 roku. Obydwa te wyniki są poniżej średniej europejskiej.

W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci

Drugie kluczowe dane w tym kontekście to spadająca liczba urodzeń. Z wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że w całym 2022 r. w Polsce urodziło się zaledwie 305 tys. dzieci. Tak niskiego wyniku nie było od czasu zakończenia II wojny światowej.

Od kilku lat widać trend spadkowy. W 2021 r. na świat przyszło 331 tys. dzieci, a w 2020 r. - 355 tys. dzieci.

W czasie pandemii demografowie zwracali uwagę, że matki mogą obawiać się powiększenia rodziny w niepewnych czasach, przy szpitalach zapełnionych chorymi na COVID–19. Ich zdaniem wojna tuż za naszą wschodnią granicą to kolejny powód, który może mieć wpływ na odkładanie decyzji o powiększeniu rodziny.

Tych wszystkich obaw, o których mówią nasze bohaterki i eksperci, nie rozwieje ani 500 plus, ani nawet 800 plus. "Babciowe" może i pomoże na krótką metę, ale nawet najbardziej przemyślana decyzja o powiększeniu rodziny nie pozbawi nas – kobiet – lęku przed utratą dotychczasowego życia, również tego zawodowego.

Czytaj także: https://innpoland.pl/194009,petru-o-800-plus-za-te-srodki-mozna-byloby-wybudowac-4-tys-przedszkoli